imperium imitacji

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Wpisy obserwowanych

to że on jest bardziej mój niż wcześniej praktycznie nic nie zmienia ale na myśl o tym mam gęsią skórkę.Nigdy bym nie pomyślała ,że JA,w wieku nieskończonych jeszcze 21 lat będę nosić złoty krążek na palcu co jest jeszcze dziwniejsze bo całkiem niedawno myślałam ,że sprawa jest stracona i z góry przegrana ale w jakiś dziwny sposób sprawy na których mi na serio zależy czasem odnoszą sukces.dziwne to życie bo rok temu siedziałam bardziej lub mniej nietrzeźwa.jest dobrze,musi być.

Ponieważ to jest gorzko-słodka symfonia, to życie
Próbujesz związać koniec z końcem
Jesteś niewolnikiem pieniędzy, potem umrzesz
Zabiorę cię w dół tej drogi, gdzie zawsze upadałem
Znasz tego, który zabiera cię do tych miejsc
Gdzie spotykają sie wszystkie myśli

Bez zmian, Mogę się zmienić
Mogę się zmienić, Mogę się zmienić
Ale jestem tutaj w mej formie
Jestem tutaj w mej formie
I jestem milnionem różnych osób
z jednego dnia na następny
Nie mogę zmienić swojej formy

11.01.2012 o godz. 23:10

Na froncie bez zmian.


alkohol i parę clubów,na czas nocny zamykam uszy na ten hałas nazwany muzyką lecącą z głośników,wyłączam się i staram zachowywać się tak jak rówieśnicy.za dużo palą,piją,za mało śpią,za dużo krótkich spódniczek,za mało mózgu.
tyle w temacie.
Tagi: nic .
05.10.2011 o godz. 23:09
coś dziwnego łomoczę mi się z tyłu głowy,jakaś myśl na którą nie mogę wpaść,coś co nie daję mi spokoju a gdy zbliżam się do poznania jej,wymyka mi się.Ostanie parę miesięcy spędziłam inaczej,jestem trochę opalona i chyba lepiej się czuję.Dalej jednak mieszkam sama,muszę trochę pożyć sama co jest powodem ciszy jaka zapadła między mną a nim bo on wypomniał mi obietnice zamieszkania z nim po leczeniu,bo ja wypomniałam mu ,że znowu widuję się z byłą żoną, on ,że miał nadzieję na normalny dom ze mą a ja skwitowałam to stwierdzeniem ,ze chyba się jeszcze nie zorientował ,ze ja mam 20 lat a on 32 i stwierdził ,że nie wie co o nas sądzić.Tak jest już 3 tydzień z minutami,udaję ,że mi nie zależy i staram spędzać czas z znajomymi z liceum.Nie zawsze mają czas,studiują,pracują a ja siedzę w mieszkaniu jak kołek

15.09.2011 o godz. 22:47
Z nudów zaczęłam grać w jakąś dziwną grę; trzeba zamieniać ludzików w wampirki; niby nic - a jednak...

Przeszkodami wampirków są ząbki czosnku i ... faceci w koloratkach!

To jeszcze nic; naprawdę zmroziło mnie, gdy zobaczyłam, że facecika w koloratce można powstrzymać zrzucając na niego krzyż odwrócony do góry nogami...

wiecie, nie jestem chrześcijanką, choc w takiej właśnie wierze zostałam wychowana.
Jednak szanuję symbole naszej wiary.
Szanuję krzyże, kościoły, kaplice; szanuję wszystko to, co powinni czcić prawdziwi chrześcijanie.

Moim zdaniem krzyż odwrócony do góry nogami to obraza dla katolików. "Profanacja" tego co dla nich ważne, To po prostu przykre...
Pominę milczeniem fakt, iż tę stronę z grami pokazał mi mój 9 -letni siostrzeniec kilka dni temu, gdy był u mnie na wakacjach...





Jestem ateistką.
Wiem więcej o wierze moich przodków, niż oni sami.

O Waszych wiarach też wiem więcej.

Interesuję się nimi.

Wy jesteście wierzący. Ograniczacie się do schematów, jakimi "guru" danej wiary każą Wam się kierować.

Mimo wszystko - podziwiam Was.

Ja już nie potrafię wierzyć...
Tagi: ...
18.07.2011 o godz. 00:10


Bezradność - najbardziej kurewskie uczucie, jakie doświadczyłam w swoim życiu.

Kiedy patrzysz na cierpienie kogoś tak ci bliskiego i nie jesteś w stanie mu pomóc.

Kiedy widzisz, jak walczy z samym sobą o każdy dzień życia.

Kiedy zdajesz sobie sprawę, że wolałby już raczej nie żyć niż TAK żyć.

I nie potrafisz nic zmienić.
Nie możesz nic na to poradzić.

Ten przeszywający na wskroś ból, gdy chcesz utulić go w swoich zmęczonych ramionach, a on osuwa się z pogardliwym "zostaw mnie" na ustach.

Ten jego przepełniony goryczą i żalem głos.

Te jego łzy wylane po kryjomu w jedną z bezsennych nocy.
A on nie pozwoli ci ich osuszyć...

"Nie potrzebuję twojej litości" - powtarza.
Nie chce zrozumieć, że to nie litość, do cholery!

Gdybym wierzyła, że Bóg ma na tyle mocy sprawczej, aby go uzdrowić, błagałabym Go o to.
Gdybym choć wierzyła, że ma jej na tyle, że mógł temu wszystkiemu zapobiec - obraziłabym się na Niego.

Niestety, ja już nawet wierzyć nie potrafię...
Tagi: ...
06.07.2011 o godz. 20:57

...

Odwrócił twarz w stronę okna.
Przez chwilę obserwował krople deszczu rozbijające się o parapet.

- Idź już - powiedział nagle dziwnym, ochrypłym głosem.
- Dlaczego ? Nie chcesz, żebym została z tobą do wieczora? - zapytałam.
- Nie chcę - warknął.
- Ale dlaczego ? Chcesz zostać sam?
- Nie sam - powoli przekręcił głowę, aby na mnie spojrzeć. Opuszkami palców dotknął opatrunku, pod którym krył się pusty oczodół. - Ze swoim kalectwem.

- Ale...
- Co 'ale' ?! - niemal krzyknął.

Nie wiedziałam, co robić.
Podejść i pocałować go w czoło, jak wtedy? A on - jak wtedy - odchyli się, aby moje usta minęły jego napuchnięty policzek...

Powiedzieć, że chcę być teraz przy nim? A on powie, że kalectwo dotrzymuje mu towarzystwa 24 h na dobę...

Spróbować przytulić go i pocieszyć? Wypali, że nie potrzebuje mojej litości...

- Wiesz - zaczęłam cicho. - Cieszę się, że jesteś.

Patrzył na mnie prze chwilę matowym, beznamiętnym wzrokiem.

- Zostaw mnie samego, Kaśka.

Kiwnęłam głową.

- Mogę przyjechać jutro?
Odpowiedziała mi cisza.
- Mogę ? - powtórzyłam pytanie.
- Po co? Bo tak wypada?
- Nie, kurwa - nie wytrzymałam. - Dla rozrywki, wiesz?
- Polecam kino - odparł sucho. - Tam faceci na ekranie mają obie nogi i uwodzicielskie spojrzenia obydwu oczu.
- Naprawdę? A wiesz, że gówno mnie to obchodzi?

Poczułam, jak dławią mnie moje własne gorzkie łzy; łzy bezradności.

- Wiem - szepnął po chwili. - Przepraszam. Zostań, jeśli chcesz. Poczekasz chociaż, aż przestanie padać...



Film nie może zostać dodany, ponieważ autor filmu nie wyraził na to zgody.
Tagi: ...
14.06.2011 o godz. 18:41

...

Śnił mi się.
Był taki zimny.
Sztywny.
Martwy...


Boję się.
Strach to jedne uczucie, jakie jestem w stanie odczuwać.

Nie jem.
Nie śpię.
Nie płaczę.
Nawet się nie smucę.

Tragedia zabiła we mnie resztki człowieczeństwa.
Nie umiem współczuć.

Po prostu się, kurwa boję...
Tagi: ...
05.06.2011 o godz. 23:43


Mniej / więcej tak to wyglądało.
Przebite płuco.
Pęknięta śledziona.
Zmiażdżenie kości.
Amputacja lewej nogi powyżej kolana.
Kilkugodzinna operacja.
Prawdopodobnie straci również oko.
Śpiączka farmakologiczna.

Powiedzcie mi, ludzie, że się z tego wyliże...




31.05.2011 o godz. 22:27
Na moment zamknąć oczy...

Ocknąć się, kiedy wszystko się ułoży...


Nie myśleć...

Nie czuć...

Nie wiedzieć...



Jedyna bliska mi osoba walczy o życie. Jedyny człowiek, dla którego byłam kimś. Dla którego coś znaczyłam.


Nie macie czasami wrażenia, że to jest, kurwa, niesprawiedliwe? Że ciągle dostajemy po dupie bardziej niż inni?


I powiedz mi, Boże, cóż takiego Ci, do chuja, złego uczyniłam?...
Nawet zjebać Cię nie mogę. Nie odeprzesz moich argumentów.

"Uwierz, córko".
Tyle mnie raczej nie pocieszy.
Kurwa.





31.05.2011 o godz. 22:14
"Ty się, Kaśka, nic nie martw - powiedziała kierowniczka, gdy wiadomo już było, że likwidują 1/3 stanowisk w naszej zasranej placówce. - Ty tu jesteś z nich najdłużej, ciebie na pewno zostawię".

A dwa tygodnie później - JEB!!!!!!
Dostaję pismo z kadr:

W związku z redukcją etatów... bla bla bla bla.

I trzymiesięczne wypowiedzenie.

Idę więc do szanownej Jaśnie Pierdolencji, naszej Pani Naczelnik, i - ekstremalnie wkurwiona - tak grzecznie, jak tylko potrafię, cedzę przez zęby:
- Dlaczego? Nie spóźniałam się do pracy, co więcej: często zostawałam po godzinach, jeśli zaszła taka potrzeba; nie bywałam praktycznie w ogóle na zwolnieniach lekarskich; nic nigdy nie ukradłam; nigdy nie dostałam nagany od dyrektora; nie przyłapano mnie na spożywaniu alkoholu w miejscu pracy ani też nic nigdy nie fałszowałam raportów... Ponad to mam największy staż ze wszystkich pracowników tej placówki. Sama pani za pewne wie, że wielu pracowników, w dodatku dużo mniej doświadczonych w zawodzie niż moja skromna osóbka, nie może się pochwalić niczym z wyżej wymienionych. Ale to ja zostałam zwolniona. Śmiem więc zadać pani takie jedno niedyskretne, krótkie pytanko: DLACZEGO, DO KURWY NĘDZY, ZWALNIA SIĘ MNIE PO TYLU LATACH RZETELNEJ, SUMIENNEJ PRACY, PODCZAS GDY NA STANOWISKACH ZOSTAJĄ NAJWIĘKSI LESERZY, SKURWYSYNY I ZŁODZIEJE ?!
- Pani Katarzyno! - warknęła wielce zdziwiona moim wybuchem. - Proszę nie zapominać, że wypowiedzenie obejmuje okres trzech miesięcy, więc zwraca się pani do przełożonej!
- A taki chuj! - pokazałam jej to, z czego Kozakiewicz może być dumny, obróciłam się na pięcie i wyszłam.

Wypowiedzenia nie podpisałam, oczywiście.
Zamiast tego następnego dnia, czyli dziś, dostarczyłam 14-dniowe zwolnienie wystawione przez psychiatrę.
Przez najbliższe pół roku zamierzam systematycznie dostarczać tym skurwialcom takie zielone świstki.
Jeszcze przez kilka miesięcy się mnie nie pozbędą.

No chuj jasny mnie zaraz tu na miejscu strzeli, jak Boga kocham...

Na poprawę humoru, bo za moment chyba wyjdę z siebie i stanę obok.



Swoją drogą - nie mam gitary!! A szkoda, bo nawet dość fajnie mi idzie gra na niej ;)
Ale za to mam flet prosty (plastikowy bo plastikowy, ale gra - prawdziwy zostawiłam w domku nad jeziorem kilka lat temu w wakacje i jakoś tak wyszło, że nie kupiłam już nowego, została mi za to namiastka tego instrumentu w postaci kawałka białego tworzywa sztucznego ), poprzeczny (beznadziejny model, ale zawsze coś się na nim pobrzdęka) i harmonijkę ustną (profesjonalną, Hohner, tonacja "C").
Chłopaki z Brudnych Dzieci Sida wiedzą, co mówią; nie ma to jak zagrać na czymś dla rozładowania negatywnych emocji.
Jeśli nie macie żadnych instrumentów, tudzież słuchu muzycznego czy po prostu zapału, możecie grac innym na nerwach - polecam ;)
Tagi: :)
29.05.2011 o godz. 19:03


Jestem.
Przez pewien czas miałam pewność ,że umrę.Przez chwilę nienawidziłam,do chwili gdy zasnęłam.I jeszcze trochę bolało ale chyba się opłacało.Całe to pieprzenie w które nigdy nie wierzyłam jakoś działa i trzyma się kupy.I przez chwilę miałam ochotę by to wszytko zniknęło,wszystko co zrobiłam,by rozpłynęło się we mgle ale teraz myślę ,że przez to wszystko jestem ja.Taki nieidealny człowieczek.Kochany człowieczek.Czuję się jak nastolatka która właśnie dowiedziała się ,że ma coś nowego przed sobą.
Jestem.
Tagi: wróciłam
26.05.2011 o godz. 22:05
Rano, w pracy, przy kawie rozmawiają dwie koleżanki:
- Jak tam Twój wczorajszy sex? -beznadzieja... mąż przyszedł do domu, w 3 minuty zjadł obiad, potem 4 minuty bzykania i po dwóch minutach spał... A u Ciebie?
- No u mnie rewelacja mąż przyszedł do domu, zabrał mnie na przepyszna romantyczną kolację. Później przez godzinę wracaliśmy do domu spacerkiem przez miasto, potem świece i godzina przecudownej gry wstępnej. Następnie godzina nieziemskiego sexu a na koniec wyobraź sobie, ze przez godzinę rozmawialiśmy czule ze sobą. Bajka po prostu!
W tym samym czasie rozmawia ze sobą dwóch kolegów:
- Jak tam Twój wczorajszy sex?
- No zajebiście! Przychodzę do domu, obiad na stole, zjadłem, pobzykałem i zasnąłem! A u Ciebie?
- U mnie? K*rwa, u mnie beznadzieja. Przychodzę-nie ma prądu bo zapomniałem zapłacić za rachunek, zabrałem wiec gdzieś starą na kolację, żarcie beznadziejne było i takie drogie, że nie starczyło mi na taksówkę powrotna i musiałem zapierdalać do domu na piechotę. Przychodzimy k*rwa przecież nie ma prądu, więc znowu te cholerne świece. Byłem tak wkurzony, że najpierw przez godzinę nie mógł mi stanąć a potem przez godzinę nie mogłem się spuścić. Na to wszystko tak się wkurwiłem, że przez godzinę jeszcze usnąć nie mogłem.



Jakie to, kurwa, prawdziwe...
Tagi: ...
24.05.2011 o godz. 23:16
Zagłębie - tam się urodziłam.

Wychowałam się w niewielkiej wsi w samym sercu Śląska.

Mając 19 lat, zaraz po zdaniu matury, wyjechałam do Olkusza.

Tam poznałam mieszkańca Kaszub, który mnie pokochał i poślubił.
Właśnie na Kaszuby zabrał mnie na tych kilka wolnych dni, które wzięłam sobie w pracy z okazji mojego zamążpójścia.

Zamieszkaliśmy niedaleko Krakowa. Tam też zbudowaliśmy dom.

Po rozstaniu każde z nas pojechało w inną stronę, aby tam szukać szczęścia.

Mój facet jest Częstochowianinem ( Medalikiem albo Medalikarzem, jak to się mów w naszych stronach ), nie zna śląskiego dialektu i strasznie się wkurwia, kiedy zaczynam 'godać po naszymu'.
Po kaszubsku też potrafię mówić, ale dość kiepsko mi to wychodzi.

Ironia - bardzo dobrze znam dialekt śląski, który - jak wiadomo - ma dużo wspólnego z językiem niemieckim, jednak po niemiecku potrafię sklecić tylko kilka prostych zdań. Nienawidzę tego szwargotania.

Tagi: ...
20.05.2011 o godz. 12:39
Chyba i tak nie czytota, to napisza po naszymu, może kiery zrozumi.

Moj chop przyszoł z szychy, a jo w karty ciupa i takich gryfnych lajerów słuchom (a łon pado, że harkotów); gęsi mi kupi, pedzioł, kiej ni mom co robić, najduch pierzyński ;))
Legnął se, murcek cały obrzystany, na kozetce, upaplał pierzyny... szkoda godać.
Fajno, że sie za pore dni wykludza do swoi chałupy; u tego łopaprańca już strzymać ni moga.
Po resztą pochatrusili my sie z rana, o lecy co... szkoda godać, naprowdy.


Gryfne to. A tymu łobdardziuchowi się ni podobo :/
Tagi: :)
20.05.2011 o godz. 01:11
"Koleżanki" z BloBlo zainspirowały mnie do prześledzenia - wszechobecnej już chyba - BIEBERomanii; z trwogą stwierdziłam, że nie mam bladego pojęcia, któż to taki, ten cały sławny Justin - obiekt westchnień i marzeń sennych tylu nastolatek i...
Stwierdziłam, że jestem już chyba strasznie stara.
Nie dlatego, że nie kręci mnie ta jakże sławna i pożądana persona.
Nie dlatego, że nie orientuję się, kim jest, skąd jest i co śpiewa (i nawet mnie to nie interesuje).
Nie dlatego, że na ścisłość, gdybym się bardzo pospieszyła, mogłabym być nawet jego matką.

Te dziewczyny, zachwycające się chłopcem o cukierkowej twarzy, mają marzenia - wyobrażają sobie, jak Bieber przytula je, całuje, tworzą w myślach scenariusze spotkań, a pewnie także i namiętnych nocy spędzonych w jego - jeszcze nie męskich, lecz sławnych - ramionach...
Wyobrażają sobie, jak spośród tysięcy zakochanych w nim dziewcząt, on wybiera właśnie JĄ jedyną; z nią chce być, ją tulić i pieścić...

Wiecie co... zazdroszczę im.
Moje marzenia sprowadzają się do mojego prywatnego buraczanego dupka, który właśnie aktualnie przebywa na drugim końcu Polski "w interesach" (jak zwykł to zgrabnie nazywać), czyli oszukując i kręcąc, do pożyczki, którą muszę jak najszybciej spłacić, do mojego państwowego garnuszka, który w każdej chwili mogę stracić i... do tego wszystkiego, co minęło, bo zabrakło mi szczęścia, krzty rozsądku i odrobiny odwagi.

Czy są tu może równie wcześnie urodzeni jak ja?
Pamiętacie furorę, jaką zrobił niegdyś Enrique Iglesias? Pamiętacie, jak wszystkie nastolatki wzdychały na widok jego twarzy na ekranie telewizora, piszczały, gdy wchodził na scenę i płakały, gdy koncert już się skończył?

No, właśnie. A ja wtedy jarałam się naszym starym, dobrym, polskim punk rockiem...

Dla fanów dobrej muzy : LENIWIEC, choć nie jestem jego szczególną fanką, ale ta piosenka zawiera powalającą prawdę o naszej gównianej rzeczywistości, niestety...




PS. Mimo wszystko będę śledziła tę całą BIEBEROmanię ;)
Tagi: :)
18.05.2011 o godz. 13:40
Mój facet zarządził remont w moim mieszkaniu; konkretnie w dużym pokoju i kuchni. Łazienkę postanowił zostawić w stanie nienaruszonym do wiosny.

Cóż było tego powodem??
Hmm... Podobno przedpotopowy wystrój wnętrza mini-saloniku, wołające o pomstę do Boga rozklekotane panele podłogowe, a także liczne mozaiki na ścianach stworzone przez synka koleżanki, o kuchni natomiast "szkoda nawet gadać".

Mam się na jakiś czas przenieść do niego. Aż mnie brzuch boli na samą myśl. O remoncie i o "pomieszkiwaniu" z nim... ;))

Dla rozluźnienia:



Jeśli chodzi o to... na czas remontu i pomieszkiwania u mojego <hahaha> lubego, pozostają mi tylko słuchawki, bo o głośnym słuchaniu mojej ukochanej muzy mogę tylko pomarzyć - on nazywa to "harkotami" ;))
Tagi: )
05.05.2011 o godz. 16:02
Być może niektórzy z Was pamiętają wciąż obecną w moich poprzednich wpisach postać niezbyt przystojnego wojskowego o sarnich oczach - postać mojego, byłego już, męża.

Być może niektórzy z Was wiedzą, że mam ... powiedzmy 'partnera', a tamto małżeństwo to już przeszłość; było, minęło i nie ma najmniejszych szans na to, by kiedykolwiek powróciło, z czym pogodziłam się stosunkowo dawno temu.

Być może większość z Was mnie nie zrozumie.

Być może pomyślicie, że jestem skrajną egoistką.

Być może...


Zadzwonił do mnie mój były małżonek (dla niezorientowanych dodam, że mimo rozpadu naszego kontrowersyjnego związku, wciąż jeszcze kontaktujemy się czasami - co prawda sporadycznie, z okazji świąt, urodzin albo innych ważnych dla nas obojga rocznic).

Powiem krótko, bo - wierzcie mi - nie mam najmniejszej ochoty zagłębiać się w szczegóły tej jakże przykrej i bolesnej dla mnie nowiny;
Kobieta, z którą ostatnio mój eks-małżonek sobie pomieszkuje jest w ciąży. Powiadomił mnie o tym przeszczęśliwy, prawdopodobnie nieznacznie upojony alkoholem (takie wniosek wysnułam podczas naszej krótkiej, niezwykle chaotycznej rozmowy). Spodziewają się syna. Mniej więcej w połowie grudnia.

Oczywiście pogratulowałam mu, próbując swemu głosowi nadać beztroski, radosny ton.

Potem cały wieczór przepłakałam.
Raczyłam się czerwonym wytrawnym winem, oglądałam stare fotografie, na których oboje uśmiechaliśmy się do obiektywu aparatu - młodzi, zakochani, szczęśliwi...

TOKSOPLAZMOZA ... Wiecie, co to takiego?

Niech mu się wiedzie jak najlepiej. Szczerze.
Ale mimo wszystko ciężko mi jak cholera... - właśnie przez tę jakże radosną nowinę.
Chuj by to wszystko strzelił, naprawdę...
Tagi: ...
02.05.2011 o godz. 16:02

;)

Zdognie z nanjwoymsżi baniadmai perzporawdzomyni na bytyrijskch uweniretasytch, nie ma zenacznia kojnoleść ltier przy zpiasie dengao sołwa.
Nwajżanszyeim jest, aby prieszwa i otatsnia lteria była na siwom mijsecu, ptzosałoe mgoą być w niaedziłe. I w dszalym cąigu nie pwinono to sawrztać polbemórw ze zozumierniem tksetu.
Dzijee się tak datgelo, że nie czamyty wyszistkch lteir w sołwie, ale cłae sołwa od razu.




A na koniec coś dla sympatyków dobrej muzy :)
Tagi: )
22.03.2011 o godz. 17:30
Kilka lat temu trafiłam na oddział dermatologiczny jednego z krakowskich szpitali. Powodem tego były puchnące wypryski skórne na twarzy, ramionach i piersiach.

Spuchłam do tego stopnia, że nie widziałem trzymanego w ustach papierosa i nie mogłam go sobie sama odpalić.

Kąpano mnie w różnych specyfikach, smarowano śmierdzącymi maściami, faszerowano rozmaitymi lekami, na dupie porobiły mi się bolesne zrosty od nieumiejętnie podawanych zastrzyków.
Przeprowadzona na mnie masę eksperymentów, zrobiono wszelkie znane medycynie badania i... nic.

Po siedmiu tygodniach, kiedy wyglądałam już całkiem normalnie, zostałam wypisana do domu. Z receptą na jakiś antyalergiczny specyfik i słoikiem maści, którą miałam smarować skórę w razie nawrotu tej tajemniczej przypadłości.

Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce; zaczęłam odwiedzać prywatne gabinety dermatologów. Kosztowało mnie mnóstwo czasu i pieniędzy, jednak żaden z nich nie odkrył przyczyny mojej choroby.

Po kilku tygodniach wypryski skórne pojawiły się znowu; tym razem w postaci ohydnych owrzodzeń.

Mąż natychmiast załatwił mi leczenie w szpitalu wojskowym w Warszawie, jako że podobno tam leczenie jest lepsze i bardziej nowoczesne.
Mimo wszystko nie zdziałano tam cudów.

Po jakimś czasie, kiedy moja twarz znów zaczęła przypominać owrzodziałego kartofla, bratowa postarała się za pośrednictwem rodziny w Niemczech skontaktować mnie z tamtejszym specjalistą w dziedzinie dermatologii.
Wraz z mężem pojechaliśmy do Monachium, na umówioną wizytę w jego prywatnej klinice.
Spędziłam tam trzy tygodnie.
Opuchlizna zeszła, lecz przyczyny jej powstania i ciągłych nawrotów nadal pozostały nieznane.

Zrozpaczeni udaliśmy się do... znachorki (tonący brzytwy się 'chyta').
Dostałam od niej niewielki flakonik dziwnego, bezwonnego, szaro-burego popiołu i całe słoje ziół, z których miałam przygotowywać sobie napary codziennie rano, w południe i przed snem. Wspomniany popiół kazała dosypywać w bardzo małych ilościach do naparów spożywanych wieczorem.
Efektów tej wizyty za pewne sami się domyślacie... ; Nic, nic, nic, NIC.

Mniej więcej półtora roku od wystąpienia pierwszych objawów mojej choroby po raz kolejny trafiłam do szpitala w Krakowie.
Przeleżałam tam dwa tygodnie, po czym - gdy moja skóra zaczęła nabierać normalnego wyglądu - wypisałam się na własne żądanie.

Od tamtej pory mam stałego pana dermatologa, który - jak wszyscy badający mnie lekarze - nie ma bladego pojęcia, co to może być i jakie są tego przyczyny.

Przetestowałam chyba wszystkie dostępne na rynku maści, żele, tabletki inne zalecane w przypadku występowania wyprysków skórnych (swędząco - bolesnych pragnę dodać). W końcu trafiłam na coś, co , można powiedzieć, hamuje rozwój tej choroby.

Wykupienie recept kosztuje mnie miesięcznie niemal 300 zł.
Pominięcie dawki leków natomiast - całe tygodnie świądu, bólu i wstydu, że moja twarz i szyja wyglądają, jakby się miały zaraz rozpaść.

Zajebiście, prawda? :)
Musiałam się pożalić, bo znowu zaczęły wywalać mi się te pierdolone wrzody na lewym policzku...

I na pocieszenie:

Tagi: The Analogs
10.03.2011 o godz. 15:33
Odnaleziono wodę na Marsie!

Pragnienie znalezienia pozaziemskiej cywilizacji towarzyszy ludziom od momentu, w którym zdaliśmy sobie sprawę z wielkości wszechświata.

O marzeniach odnalezienia życia poza Ziemią wiedzą doskonale pracownicy powołanej specjalnie do badania kosmosu amerykańskiej agencji NASA. W 2005 roku umieścili oni na swojej stronie link z informacją o tym, iż odnaleziono "wodę na Marsie".

Podekscytowani poszukiwacze "pozaziemskiego życia" po kliknięciu kierowani byli do zdjęcia, na którym widniał batonik "Mars", z postawioną na nim szklanką wody.








*********************************************


Skaczcie do góry jak kangury

Kiedy w 1976 roku znany brytyjski astronom Patrick Moore oznajmił w radio, że dokładnie o 9:47 rano nastąpi jedyne w swoim rodzaju wydarzenie astronomiczne, nikt nie przypuszczał, że będzie to dowcip. Niespotykany i niepowtarzalny układ planet miał spowodować zmniejszenie siły grawitacji na Ziemi.

Moore powiedział zaskoczonym słuchaczom, iż jeśli podskoczą dokładnie o godzinie 9:47 w górę, to przez kilka sekund będą unosić się w powietrzu. Tego dnia do BBC zadzwoniło kilkaset osób, które potwierdziły niezwykłe zjawisko astronomiczne. Przejęci słuchacze opowiadali o niezwykłym doświadczeniu, jakim było to kilka chwil "latania".

Tagi: )
23.02.2011 o godz. 23:10