Nie wiem dlaczego, ale przez ostatnie kilka dni czuję się wyjątkowo szczęśliwa. Nie wiem jak to wyrazić, ale kocham wszystkich z wyjątkiem kilku bardzo wkurzających osób. Nie pytajcie mnie. Tak po prostu! Ale może opowiem co się działo w tygodniu.
W poniedziałek, akurat miałam niesamowitego muła. Zresztą jak w każdy poniedziałek. Ale po szkole spoko było. Chyba, nie pamiętam dokładnie co robiłam, ale chyba poszłam z Sol i Mali pod szkołę i skakałyśmy przez krzaki i ławki. Spoko :D poodwalałyśmy trochę.
Wtorek maluje się bardzo podobnie jak poniedziałek. Tak myślę. Więc nie będę się rozpisywała o wtorku.
W środę. Ach środa... Próbne testy, mianowicie z polskiego, historii i w ogóle humana. Szkoda, że nas poinformowali nas dzień wcześniej, ale to tylko malutki szczegół. Ten test rozwalił mi głowę, ale przynajmniej temat rozprawki był dość przystępny. No i później miał być sprawdzian z chemii, ale na niego nie poszłam... Dlaczego? Bo miała cała klasa nie iść, ale przecież chłopaki z mojej klasy to muły i stchórzyli. Piątka dziewczyn, w tym ja, dwóch chłopaków na dyżurze na stołówce przez całą lekcje byli i jeden wyszedł sobie z lekcji po 15 minutach. Co nie zmienia faktu, że to tchórze. A miałam pisać ten sprawdzian, bo mniej więcej byłam nauczona i mogłam mieć z głowy. Głupota nie boli. Nieważne... No i po lekcjach oczywiście wycieczka rolkowa :D było trochę przymulaście, bo ja oczywiście muliłam na końcu, a Mali się niedobrze zrobiło, ale przejechałyśmy nasze standardowe 13 kilometrów. A wieczorem... Co wieczorem? Kto zgadnie? TAAAAAAAAAAAAAAAAAK!!!!!!!!!! GWIEZDNE WOJNY: EPIZOD V IMPERIUM KONTRATAKUJE! Kocham kocham kocham ♥
Czwartek. Oczywiście próbne testy z działu matematyczno-przyrodniczego. Nie będę się wypowiadać na ten temat, bo nie! Ale. Ale... Stwierdziłam, że kocham wszystkich! Tak właśnie! Nie wiem, może to działanie Gwiezdnych Wojen, ale po prostu czułam się taka szczęśliwa, że mało nie wyszłam z siebie. Po szkole odwaliło nam i polazłyśmy na 9 kilometrowy spacerek :D Me gusta
No i zacny piąteczek. Drugi dzień miłości do wszystkich ♥ Testy z angielskiego podstawowego i rozszerzonego. Szkoda gadać. Słuchowiska w ogóle jakieś nie ogarnięte, bez akcentu. Ale przeżyłam. No i po szkole na spacerek z Mali i naszym zacnym kolegą. Spoko było :D nie narzekam
Sobota!!!! Jest weekend! Trzeci dzień miłości ♥ Nice :D Od 15:30 na rowerach z Mali, Sol i wcześniej wspominanym już kolegą. Fajnie było. Nawet nie wiem ile kilometrów zrobiliśmy, ale sądzę, że nie dużo. Później o 17:20 mniej więcej o tej godzinie, pojechałyśmy na piaskownię. Później o 18:00 czy trochę po, rozeszłyśmy się do domu, żeby wyjść z powrotem o 20:00 na spacerek :D
A dzisiaj? Czwarty dzień miłości ♥ Niedziela... Nie powiem, żebym bóg wie jak wypoczęła, ale się dobrze bawiłam. W nocy spałam jakieś 3 w porywach do 3,5 godzin. Jechałam z tatą na ryby. Fajnie było, posiedziałam, powygrzewałam się w słoneczku, połowiłam rybek i w ogóle obrazek jak z sielanki. Później na basen z Sol, moją młodszą siostrą i jej koleżanką. Pobiłam dzisiaj swój rekord w zrobieniu jak największej ilości basenów bez odpoczynku. 20! Haha! Wiem, może to i nie dużo, ale to był mój pierwszy czy drugi raz na basenie w tym roku, więc nie ma co się pałować. P przyjeździe posiedziałam godzinę w domciu, a później won na spacer! :D I do 21:20 na dworze ♥ jak ja to kocham.
Muszę wam się jeszcze pochwalić, że w tym tygodniu (nie wiem w którym dniu) biegaliśmy jedno okrążenie boiska na czas na wf'ie. To jest jakieś 330 metrów i miałam 54 sekundy! Fuck yeah! Może to nie najlepszy czas na świecie, ale z dwóch klas w kategorii dziewczyn na pewno najlepszy. Mali tuż za mną 56 sek! Jesteśmy boskie ;D
Kończę, bo rozpisałam się na nieistotne tematy, jak zwykle zresztą :D Czy jutro będzie mój piąty dzień miłości? To czas pokaże ;D
W poniedziałek, akurat miałam niesamowitego muła. Zresztą jak w każdy poniedziałek. Ale po szkole spoko było. Chyba, nie pamiętam dokładnie co robiłam, ale chyba poszłam z Sol i Mali pod szkołę i skakałyśmy przez krzaki i ławki. Spoko :D poodwalałyśmy trochę.
Wtorek maluje się bardzo podobnie jak poniedziałek. Tak myślę. Więc nie będę się rozpisywała o wtorku.
W środę. Ach środa... Próbne testy, mianowicie z polskiego, historii i w ogóle humana. Szkoda, że nas poinformowali nas dzień wcześniej, ale to tylko malutki szczegół. Ten test rozwalił mi głowę, ale przynajmniej temat rozprawki był dość przystępny. No i później miał być sprawdzian z chemii, ale na niego nie poszłam... Dlaczego? Bo miała cała klasa nie iść, ale przecież chłopaki z mojej klasy to muły i stchórzyli. Piątka dziewczyn, w tym ja, dwóch chłopaków na dyżurze na stołówce przez całą lekcje byli i jeden wyszedł sobie z lekcji po 15 minutach. Co nie zmienia faktu, że to tchórze. A miałam pisać ten sprawdzian, bo mniej więcej byłam nauczona i mogłam mieć z głowy. Głupota nie boli. Nieważne... No i po lekcjach oczywiście wycieczka rolkowa :D było trochę przymulaście, bo ja oczywiście muliłam na końcu, a Mali się niedobrze zrobiło, ale przejechałyśmy nasze standardowe 13 kilometrów. A wieczorem... Co wieczorem? Kto zgadnie? TAAAAAAAAAAAAAAAAAK!!!!!!!!!! GWIEZDNE WOJNY: EPIZOD V IMPERIUM KONTRATAKUJE! Kocham kocham kocham ♥
Czwartek. Oczywiście próbne testy z działu matematyczno-przyrodniczego. Nie będę się wypowiadać na ten temat, bo nie! Ale. Ale... Stwierdziłam, że kocham wszystkich! Tak właśnie! Nie wiem, może to działanie Gwiezdnych Wojen, ale po prostu czułam się taka szczęśliwa, że mało nie wyszłam z siebie. Po szkole odwaliło nam i polazłyśmy na 9 kilometrowy spacerek :D Me gusta
No i zacny piąteczek. Drugi dzień miłości do wszystkich ♥ Testy z angielskiego podstawowego i rozszerzonego. Szkoda gadać. Słuchowiska w ogóle jakieś nie ogarnięte, bez akcentu. Ale przeżyłam. No i po szkole na spacerek z Mali i naszym zacnym kolegą. Spoko było :D nie narzekam
Sobota!!!! Jest weekend! Trzeci dzień miłości ♥ Nice :D Od 15:30 na rowerach z Mali, Sol i wcześniej wspominanym już kolegą. Fajnie było. Nawet nie wiem ile kilometrów zrobiliśmy, ale sądzę, że nie dużo. Później o 17:20 mniej więcej o tej godzinie, pojechałyśmy na piaskownię. Później o 18:00 czy trochę po, rozeszłyśmy się do domu, żeby wyjść z powrotem o 20:00 na spacerek :D
A dzisiaj? Czwarty dzień miłości ♥ Niedziela... Nie powiem, żebym bóg wie jak wypoczęła, ale się dobrze bawiłam. W nocy spałam jakieś 3 w porywach do 3,5 godzin. Jechałam z tatą na ryby. Fajnie było, posiedziałam, powygrzewałam się w słoneczku, połowiłam rybek i w ogóle obrazek jak z sielanki. Później na basen z Sol, moją młodszą siostrą i jej koleżanką. Pobiłam dzisiaj swój rekord w zrobieniu jak największej ilości basenów bez odpoczynku. 20! Haha! Wiem, może to i nie dużo, ale to był mój pierwszy czy drugi raz na basenie w tym roku, więc nie ma co się pałować. P przyjeździe posiedziałam godzinę w domciu, a później won na spacer! :D I do 21:20 na dworze ♥ jak ja to kocham.
Muszę wam się jeszcze pochwalić, że w tym tygodniu (nie wiem w którym dniu) biegaliśmy jedno okrążenie boiska na czas na wf'ie. To jest jakieś 330 metrów i miałam 54 sekundy! Fuck yeah! Może to nie najlepszy czas na świecie, ale z dwóch klas w kategorii dziewczyn na pewno najlepszy. Mali tuż za mną 56 sek! Jesteśmy boskie ;D
Kończę, bo rozpisałam się na nieistotne tematy, jak zwykle zresztą :D Czy jutro będzie mój piąty dzień miłości? To czas pokaże ;D
27.05.2012 o godz. 22:36
komentuj (0)
Wczoraj oddałam do laboratorium kupkę i siuśki.
Znalazłam tez blisko pracy przychodnię z lekarzem rodzinnym. Byłam, wypełniłam deklarację i moge iśc do lekarza na NFZ. Mam wizyte na 29-go bo chce juz iśc z wynikami.
Musze sie wziąc za siebie w obliczu zmian jakie szykują sie w moim zyciu. Mam nadzieje, że wyjdzie u neurologa, że to tylko stres a nie nic poważniejszego.
Ostatnio w pracy poryczałam się z bezsilności. Sprzet nawala, ogrom pracy, przerasta mnie to powoli.
I ci ludzie - wszyscy i wszystko na już....a jestem przeciez tylko człowiekiem.
Dobrze, że Mój mnie wspiera, daje mi siłe, bo (choc to byłoby kompletnie do mnie niepodobne) chyba bym sie poddała.....
Znalazłam tez blisko pracy przychodnię z lekarzem rodzinnym. Byłam, wypełniłam deklarację i moge iśc do lekarza na NFZ. Mam wizyte na 29-go bo chce juz iśc z wynikami.
Musze sie wziąc za siebie w obliczu zmian jakie szykują sie w moim zyciu. Mam nadzieje, że wyjdzie u neurologa, że to tylko stres a nie nic poważniejszego.
Ostatnio w pracy poryczałam się z bezsilności. Sprzet nawala, ogrom pracy, przerasta mnie to powoli.
I ci ludzie - wszyscy i wszystko na już....a jestem przeciez tylko człowiekiem.
Dobrze, że Mój mnie wspiera, daje mi siłe, bo (choc to byłoby kompletnie do mnie niepodobne) chyba bym sie poddała.....
Tagi:
...
24.05.2012 o godz. 14:49
Skończyłam 6 sezon skinsów. I co ja biedna będę teraz oglądać ?
złapałam jakiś zastój i pisanie sprawia mi wiele trudności - brak pomysłów, zdolności, chęci skumulował się jak nigdy przedtem. tak wiele niewypowiedzianych słów... ręce na klawiaturze - pauza!
kolejna notka o niczym, żeby tylko nie było przerw, ale za to załatwione praktyki!
złapałam jakiś zastój i pisanie sprawia mi wiele trudności - brak pomysłów, zdolności, chęci skumulował się jak nigdy przedtem. tak wiele niewypowiedzianych słów... ręce na klawiaturze - pauza!
kolejna notka o niczym, żeby tylko nie było przerw, ale za to załatwione praktyki!
brzuszki dzień 2.
~rób porządek w zdjęciach na dysku - przypadkowo znajdź zdjęcia byłego! cheers!
Tagi:
Panna K.
21.05.2012 o godz. 16:23
Niektórym "wpisom pod wpisami" ciężko stawić czoła, szczególnie gdy dotykają rzeczy tak prostych, tak oczywistych, że aż w mózgu drąży się dziurka długości przeprostowanego drutu miedzianego o zaostrzonej nieco końcówce nie pozwalającej na wolność.
Mafinko, Kobieto, internetowy Przyjacielu... uwierz, wieź za pewnik, przekonaj się, że Ja, ta Wariatka od przekładania smutków na grymaśnie słowa, umiem się cieszyć z życia i dziękuję za każdy kolejny dzień. Kiedy już słów nie starcza, kiedy łez jest tak wiele, że zatykają możliwość wolnego przepływu powietrza w zaciśniętej krtani, kiedy wykorzystało się już wszystkie środki wyrazu od krzyku po szept, jedyne co pozostaje to właśnie DZIĘKCZYNIENIE. Może brzmi nie czasowo i zbyt górnolotnie, ale owo dziękczynienie jest materią, podmiotem i jednocześnie przedmiotem dla którego żyję i czerpię czasem z tego przeżywania niejaką przyjemność. Radość ma kolor zielony, rozkwita w każdym wiosennym kwiatku, drzewie, krzaczku, ćwierka tysiącami ptasich treli, szumi soczystym lasem i koi falami letniego powiewu. Radość jest tak namacalna że aż czasem trudno poradzić sobie z codziennością. Spoglądam na tych którym czucie odebrano, z pod powiek pełnych obłędu po trzeciej z rzędu nieprzespanej nocy i czuję nagle jak rozwija się we mnie bicie serca, tak mocne i tak dobre, że oddech staje się głębszy i wolniejszy.
Owszem to Smutek jest mi największym Przyjacielem i największym Wrogiem. Te słowa dwa z wielkich liter pisane, bo znaczą wiele. Smutek mówi mi najwięcej o świecie, smutek nie pozwala zapomnieć o tych co "po tamtej stronie lady", chorych, cierpiących, zdradzonych, niekochanych. Zwykle przychodzą razem, znienacka, nie zaproszeni wcale. Trzymają się za rękę z Panią Samotnością, czasem odwiedzają mnie w tłumie anonimowych X-ów i Y-ów gdzieś na ruchliwym skrzyżowaniu. On podchodzi zwykle od tyłu, delikatnie, żeby nie przestraszyć, stuka mnie w ramię i pokazuję głodnego kundla rasy dogo-owczarek zdychającego po cichu między stacją Kabaty a stacją Natolin. Ona obejmuję mnie za szyję szepcząc do ucha czułe słówka i nie pozwala zapomnieć jak bardzo jest mi bliska. Jednak dzięki temu że oboje nawiedzają mnie tak często, moje zmysły uodporniły się już nieco i zrobią wszystko, żeby wyczuć, wypatrzeć, wysłyszeć każdy szmer najmniejszego listka, każdy rodzący się najmniejszy pączek, każdy promień cieplejszy, każde ciepłe słowo, dobry gest, każdą sekundę wspólnego bycia i bicia pulsem we wspólnym krwiobiegu. Tylko że ktoś to kiedyś tak ustawił że nic wiecznym nie jest, chociaż żal, chociaż chciałoby się, choć nie powinno było się kończyć, to znów nadchodzi On zwykle od tyłu, delikatnie, żeby nie przestraszyć, stuka mnie w ramię i pokazuję głodnego kundla rasy dogo-owczarek zdychającego po cichu między stacją Kabaty a stacją Natolin. Ona obejmuję mnie za szyję szepcząc do ucha czułe słówka i nie pozwala zapomnieć... żeby móc dostrzec piękno.
Mafinko, Kobieto, internetowy Przyjacielu... uwierz, wieź za pewnik, przekonaj się, że Ja, ta Wariatka od przekładania smutków na grymaśnie słowa, umiem się cieszyć z życia i dziękuję za każdy kolejny dzień. Kiedy już słów nie starcza, kiedy łez jest tak wiele, że zatykają możliwość wolnego przepływu powietrza w zaciśniętej krtani, kiedy wykorzystało się już wszystkie środki wyrazu od krzyku po szept, jedyne co pozostaje to właśnie DZIĘKCZYNIENIE. Może brzmi nie czasowo i zbyt górnolotnie, ale owo dziękczynienie jest materią, podmiotem i jednocześnie przedmiotem dla którego żyję i czerpię czasem z tego przeżywania niejaką przyjemność. Radość ma kolor zielony, rozkwita w każdym wiosennym kwiatku, drzewie, krzaczku, ćwierka tysiącami ptasich treli, szumi soczystym lasem i koi falami letniego powiewu. Radość jest tak namacalna że aż czasem trudno poradzić sobie z codziennością. Spoglądam na tych którym czucie odebrano, z pod powiek pełnych obłędu po trzeciej z rzędu nieprzespanej nocy i czuję nagle jak rozwija się we mnie bicie serca, tak mocne i tak dobre, że oddech staje się głębszy i wolniejszy.
Owszem to Smutek jest mi największym Przyjacielem i największym Wrogiem. Te słowa dwa z wielkich liter pisane, bo znaczą wiele. Smutek mówi mi najwięcej o świecie, smutek nie pozwala zapomnieć o tych co "po tamtej stronie lady", chorych, cierpiących, zdradzonych, niekochanych. Zwykle przychodzą razem, znienacka, nie zaproszeni wcale. Trzymają się za rękę z Panią Samotnością, czasem odwiedzają mnie w tłumie anonimowych X-ów i Y-ów gdzieś na ruchliwym skrzyżowaniu. On podchodzi zwykle od tyłu, delikatnie, żeby nie przestraszyć, stuka mnie w ramię i pokazuję głodnego kundla rasy dogo-owczarek zdychającego po cichu między stacją Kabaty a stacją Natolin. Ona obejmuję mnie za szyję szepcząc do ucha czułe słówka i nie pozwala zapomnieć jak bardzo jest mi bliska. Jednak dzięki temu że oboje nawiedzają mnie tak często, moje zmysły uodporniły się już nieco i zrobią wszystko, żeby wyczuć, wypatrzeć, wysłyszeć każdy szmer najmniejszego listka, każdy rodzący się najmniejszy pączek, każdy promień cieplejszy, każde ciepłe słowo, dobry gest, każdą sekundę wspólnego bycia i bicia pulsem we wspólnym krwiobiegu. Tylko że ktoś to kiedyś tak ustawił że nic wiecznym nie jest, chociaż żal, chociaż chciałoby się, choć nie powinno było się kończyć, to znów nadchodzi On zwykle od tyłu, delikatnie, żeby nie przestraszyć, stuka mnie w ramię i pokazuję głodnego kundla rasy dogo-owczarek zdychającego po cichu między stacją Kabaty a stacją Natolin. Ona obejmuję mnie za szyję szepcząc do ucha czułe słówka i nie pozwala zapomnieć... żeby móc dostrzec piękno.
Tagi:
bibrzenie...
20.05.2012 o godz. 20:14
Mam tyle do napisania , że chyba nie mam nic. Jest powoli dobrze.Cieszy mnie to. Uspokoiłam swoją główkę. Mój związek jest bardzo zadowalający. Jest dobrze. Jest inaczej. Ufam cholernie sercu.
Tagi:
c
18.05.2012 o godz. 10:49
Zmęczona jestem.
W pracy już porządny zapieprz, sezon się rozkręca, coraz więcej ludzi i pracy.
I kasy, choć na razie wyszłam na prostą z zaległościami. Teraz mam nadzieję w końcu cosik odłożyć. W perspektywie wydarzeń jakie przede mną - to niezbędna niezbędność hehe
Wiem, że muszę znaleźć czas i motywację i iść do lekarza. Potrzebuję skierowania do (chyba) neurologa. Coś jest nie tak. Drętwieje mi lewa strona ciała, czasem do tego stopnia, że nie czuję ręki i palców, a nawet wykrzywia mi mięśnie twarzy. Na razie to dość rzadkie wypadki, ale coraz częściej mam mroczki w lewym oku i zaburzenia widzenia. Jak to ja - na razie olewam, wychodzę z założenia - "przejdzie", ale gdzieś tam w środku wiem, że dupa a nie przejdzie...
Czuje sie jakbym nadal była młodziutka i wieczna, jakby nie docierało do mnie, że mój organizm, katowany przez lata, starzeje się i musi się w końcu zbuntować.
A mam jeszcze tyle do zrobienia....tyle do zaoferowania sobie i innym. Chcę być jeszcze kiedyś matką...
W pracy już porządny zapieprz, sezon się rozkręca, coraz więcej ludzi i pracy.
I kasy, choć na razie wyszłam na prostą z zaległościami. Teraz mam nadzieję w końcu cosik odłożyć. W perspektywie wydarzeń jakie przede mną - to niezbędna niezbędność hehe
Wiem, że muszę znaleźć czas i motywację i iść do lekarza. Potrzebuję skierowania do (chyba) neurologa. Coś jest nie tak. Drętwieje mi lewa strona ciała, czasem do tego stopnia, że nie czuję ręki i palców, a nawet wykrzywia mi mięśnie twarzy. Na razie to dość rzadkie wypadki, ale coraz częściej mam mroczki w lewym oku i zaburzenia widzenia. Jak to ja - na razie olewam, wychodzę z założenia - "przejdzie", ale gdzieś tam w środku wiem, że dupa a nie przejdzie...
Czuje sie jakbym nadal była młodziutka i wieczna, jakby nie docierało do mnie, że mój organizm, katowany przez lata, starzeje się i musi się w końcu zbuntować.
A mam jeszcze tyle do zrobienia....tyle do zaoferowania sobie i innym. Chcę być jeszcze kiedyś matką...
Tagi:
...
18.05.2012 o godz. 08:28
Kolejne chwile w swoim towarzystwie, pozostawiają we mnie odgniecenia i nierówności. Widzę jak twarz nie płonie już żadnym z kolorów, a zionie tylko delikatną bielą sufitu. Może to od wpatrywania się uporczywego na lot zakończony tuż przy krawędzi żyrandola.
Światło zresztą nie pali się już we mnie, przyzwyczajam powieki do mroku, gaszę powoli wzloty słoneczne i wracam do dawnych upodobań.
Ćwiczę siłę zaciśniętych nadgarstków, żeby w momencie gdy nadejdzie potrzeba, pomogły mi się samej jakoś dźwignąć, przynajmniej do pozycji półsiedzącej. Notorycznie i systematycznie podsuszam nadzieje na "współtrwanie", żeby nie pogłębiała przepaści w jaką przychodzi mi patrzeć każdego poranka podczas czynności składania myśli pierwszych w składną kosteczkę. Tłumaczę bliskich logicznymi wywodami nieobecności, zatracenia, zapomnienia. Uczę się oddychać bez spalania, żeby nie zależeć.
Dom mój stał się zapakowanym w kuszący papierek lukrecjowym cukierkiem, na który leci ślinka dopóki go nie odpakujesz.
Jednak nie wygłaszam światu kazań, nie prawie morałów, bo jak ktoś taki jak jak ja, skulony gdzieś pod podeszwą rzeczy małych, mógłby porwać się na taką indywidualność. Próbuję dawać radę, uśmiechać się, pisać i być... próbuje tak jakoś.
Światło zresztą nie pali się już we mnie, przyzwyczajam powieki do mroku, gaszę powoli wzloty słoneczne i wracam do dawnych upodobań.
Ćwiczę siłę zaciśniętych nadgarstków, żeby w momencie gdy nadejdzie potrzeba, pomogły mi się samej jakoś dźwignąć, przynajmniej do pozycji półsiedzącej. Notorycznie i systematycznie podsuszam nadzieje na "współtrwanie", żeby nie pogłębiała przepaści w jaką przychodzi mi patrzeć każdego poranka podczas czynności składania myśli pierwszych w składną kosteczkę. Tłumaczę bliskich logicznymi wywodami nieobecności, zatracenia, zapomnienia. Uczę się oddychać bez spalania, żeby nie zależeć.
Dom mój stał się zapakowanym w kuszący papierek lukrecjowym cukierkiem, na który leci ślinka dopóki go nie odpakujesz.
Jednak nie wygłaszam światu kazań, nie prawie morałów, bo jak ktoś taki jak jak ja, skulony gdzieś pod podeszwą rzeczy małych, mógłby porwać się na taką indywidualność. Próbuję dawać radę, uśmiechać się, pisać i być... próbuje tak jakoś.
Tagi:
bibrzenie...
15.05.2012 o godz. 22:35
Dzisiaj oddałam się trochę mej miłości do fotografii a tak można by było uznać że nie wiem nic. Nie wiem co mam robić z sobą a chyba jest mi zle...
Chciała bym móc latać , tak mogła bym wzbić się ponad to chociaż na chwilę.
Chciała bym móc latać , tak mogła bym wzbić się ponad to chociaż na chwilę.
Ważny dźwięk, nieważny brzęk
pistoletów i blach
które próbują wzbudzić nasz strach
a Ważny dźwięk, nieważny brzęk
pistoletów i blach
które próbują wzbudzić tutaj nasz strach
ważne spojrzenie szczere
i ręka niespracowana banknotami
ważne to co się kruszy
a potem z powrotem poskładane
ważne by nie,
nie gilotynować ludzi swoimi zasadami
ważne to, to co bywa między nami
Tagi:
hmm
14.05.2012 o godz. 21:26
Jeden z tych dni kiedy wszystko się udaje. Ani jednej kłody pod nogami. Idealny splot okoliczności (łagodzących) i wydarzeń. Wspaniałe zajęcia 'w poszukiwaniu orzęsków pod mikroskopem' i kolejne 'oglądanie kosmetyków Panny S. i macanie jej po ciążowym brzuszku'
Ponadto - zero ochoty za słodycze. Kawa z cynamonem. Genialny humor. W głowie leci cały czas ta sama piosenka, na przemiennie z obrazem 'Mirosława'.
Czyżby spokój na stałe zagościł w mojej krainie ?
A teraz kolejne podejście do :
- mąk
- kiszonek, suszu, dżemów, marmolad i powideł
- detergentów, fortyfikacji i opakowań

a blond kudełki zaczęły przebijać się przez farbę na mych włosach - sztuczna inteligencja przegrywa!
Ponadto - zero ochoty za słodycze. Kawa z cynamonem. Genialny humor. W głowie leci cały czas ta sama piosenka, na przemiennie z obrazem 'Mirosława'.
Czyżby spokój na stałe zagościł w mojej krainie ?
A teraz kolejne podejście do :
- mąk
- kiszonek, suszu, dżemów, marmolad i powideł
- detergentów, fortyfikacji i opakowań

a blond kudełki zaczęły przebijać się przez farbę na mych włosach - sztuczna inteligencja przegrywa!
Tagi:
Panna K.
14.05.2012 o godz. 18:25
Moja Mama jest prze mega ! Ha kupiłam spodenki ! I poszłyśmy na obiad. Plotki i ploteczki. Dziwnie ale było mi przyjemnie. A jutro koncerty i odpoczynek. Miło. W sumie przeszło mi. Jestem spokojniejsza i wiem , że sprzeczki się nie uniknie i ciesze się , że już po wszystkim. I dostałam ulgę studencką w busie chociaż nie jestem studentką! Ha! Śmieszne. Potrzebuje spokoju. Powoli ogarniam.
wskoczę w szpilki na wieczór ot tak
nowym kixom na przekór ot tak
włożę raz duży dekolt bo mam
to co trzeba do niego
zrobię mocny makijaż bo co
chcę wyglądać wyzywająco
jestem inną kobietą nocą
i nie pytaj dlaczego
będę pachnieć delicious bo co
nie pokażę bielizny choć ją
w wyobraźni już widzisz ostro
tajemnice są fresz bo
wiesz, że chcę cię czymś kusić i ja
wiem, że znów się odwrócisz i tak
i komplement ten musisz mi dać
jestem przecież kobietą
Tagi:
mm
11.05.2012 o godz. 20:05






